Jaś miał mieć zespół Downa. Urodził się bez Zespołu.

Prawie dwa lata temu, w styczniu 2016 na badaniu USG w pierwszym trymestrze ciąży dowiedzieliśmy się od lekarza dwóch rzeczy, że będziemy mieć wyczekanego synka i że istnieje szansa na to, że będzie miał Zespół Downa. Ryzyko było 1:20. Lekarz prowadzący moją ciążę powiadomił mnie, że według prawa ma obowiązek powiedzieć mi o przysługującej mi możliwości potwierdzenia tego przypuszczenia za pomocą inwazyjnego i niosącego ryzyko poronienia badania – amniopunkcji. Jeśli zaś ono potwierdzi Zespół Downa będę miała prawo do aborcji. Miałam to szczęście, że nie naciskał na moją decyzję i od razu powiedział, że jest faktycznie mała szansa na to, że dziecko urodzi się niepełnosprawne. Dla obojga z nas były to ciężkie słowa, jednak byliśmy pewni, że nie potrzebujemy dalszych badań – Zespołu Downa nie da się wyleczyć, a sumienie nie pozwalało nam nawet rozważać aborcji – pod moim sercem żył nasz synek. Wiedzieliśmy, czym jest Zespół Downa – we wspólnocie, w której się poznaliśmy, mieliśmy przyjaciół z tą i innymi niepełnosprawnościami. Dodawało nam to z jednej strony otuchy, bo są to cudowni ludzie, z drugiej strony widzieliśmy też ciemniejsze strony tej sytuacji. Jaś rósł sobie spokojnie, nie podejrzewając zapewne, że moglibyśmy  mieć jakieś obawy, co do jego stanu zdrowia.

Wspomniałam, że lekarz prowadzący moją ciążę zachował się bardzo w porządku – nie naciskał, wspierał, zupełnie inaczej było w szpitalu przed samym porodem – lekarze dziwnie patrzyli na mnie i na to, że nie chciałam wiedzieć i komentowali to w stosunku do mnie i między sobą. A ja myślałam o tym, że Zespół Downa to nie jest koniec świata, że jest wiele gorszych schorzeń, że nawet przy samym porodzie może przecież zdarzyć się nieszczęście rzutujące na zdrowie i życie, więc o co chodzi? I czułam smutek, a zarazem też strach – czy będzie miał zdrowe serduszko, czy będzie umiał ssać, jak to wpłynie na naszą rodzinę? W Niedzielę Bożego Miłosierdzia przed 21 przyszedł na świat Jaś. Zdrowy, wesoły i silny. Bez Zespołu Downa.

O okrutnym podejściu sporej części personelu medycznego do ludzkiego życia przekonałam się także po porodzie, kiedy dowiedziałam się od położnej środowiskowej, że mamy teraz XXI wiek, są badania, nie trzeba już rodzić chorych dzieci. Bardzo mnie to zabolało, mimo, że miałam zdrowe dziecko. Wtedy mnie zatkało, teraz bym jej odpowiedziała, że zgadzam się, że mamy XXI wiek i właśnie dlatego myślałam, że osoby niepełnosprawne już nie muszą być wytykane palcami, że mają coraz lepsze możliwości rozwoju i ochrony zdrowia. Żyją dłużej, mogą się uczyć, zwiedzać świat, mieć przyjaciół…nie doświadczą tego, jeśli ich zabijemy…a my będziemy żyć w uboższym świecie

Wiemy, że jest mnóstwo takich historii, że większość dzieci z podejrzeniem Zespołu Downa rodzi się zdrowa. Słyszymy historie matek straszonych przez lekarzy i emocjonalnie zmuszanych do dalszych, ryzykownych badań… rodzi to w nas smutek. Patrzę na zdrowego Jaśka, myślę o naszych Przyjaciołach z Zespołem Downa, o tym, jacy są weseli i rezolutni, jak kochają życie i innych… i nie rozumiem “dlaczego”, o co chodzi z tymi badaniami…z tą aborcją…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *