Moje CUDowne życie

Moje życie zaczęło się niespodziewanie i zależało od decyzji wielu ludzi, ale na szczęście zdanie mojej kochanej mamy było najważniejsze. To dzięki niej jestem na świecie…

Kiedy mama zaszła w ciążę ze mną nie była tego świadoma. Chorowała na nerki i musiała przejść szereg badań a także prześwietleń. Jak wiadomo w ciąży jest to niedozwolone, więc kiedy trafiła do lekarza ginekologa, ten od razu oschłym tonem kazał jej się zgłosić na oddział szpitalny i usunąć ciążę. Powiedział, że i tak nic ze mnie nie będzie, a jeśli już się urodzę to na pewno będę chora lub niepełnosprawna. Ile łez wypłakała moja mama to wie tylko ona i sam Bóg. Nawet rodzina nie była za urodzeniem, jedynie moja babcia (mama mamy) wspierała ją i modliła się. Moja mama też się bardzo modliła i prosiła o znak od Boga. Zgłosiła się na oddział szpitalny i wybuchła płaczem. Wtedy właśnie spotkała pierwszego Anioła, cudownego lekarza, który przytulił ją i powiedział, że na jego oddziale nie umarło żadne dziecko i teraz też tak będzie, żeby się nie martwiła i modliła a wszystko się ułoży.

Mama pełna nadziei powierzyła moje życie Matce Bożej i czekała na moje narodziny i kiedy w końcu nadszedł ten dzień, okazało się, że jestem cała i zdrowa. Wszyscy bardzo się cieszyli. Ciekawa jestem tylko co czuli ci, którzy chcieli i namawiali mamę, aby mnie zabić. Ja zrozumiałam to wszystko dopiero wtedy, kiedy dorosłam i czuję szczególną potrzebę ratowania życia, ratowania tych dzieci, które jak mówią lekarze, urodzą się chore i niepełnosprawne. Wszystko jest w rękach Boga. On może wszystko!

            Moje życie całe opiewało w cuda, tylko nie zawsze od razu je zauważałam. Jak miałam 6 lat kolega podczas zabawy zepchnął mnie z góry zjeżdżalni. Spadłam na brzuch co spowodowało, że zaczęłam krwawić z dróg rodnych. Mama zabrała mnie do szpitala na badania. Na szczęście wszystko było dobrze a nawet lepiej. Okazało się bowiem, że w zamian za to, iż moja mama w ciąży miała problemy z nerkami, mnie Bóg obdarzył aż 4 nerkami! Każda z nich funkcjonuje sama i jest zdrowa, więc może jeszcze kiedyś ja będę mogła pomóc komuś w potrzebie.

            Gdy dorosłam, bardzo chciałam znaleźć męża. Nie szukałam chłopaków na krótko bo bardzo chciałam być mamą i założyć rodzinę. Prosiłam Boga o znak, kto powinien być przy mnie i bardzo często w myślach pojawiał się kolega mojego brata. Ja się śmiałam z tych wizji a co się okazało? Jesteśmy małżeństwem już 12 lat! Nie obyło się jednak bez problemów. Już na początku małżeństwa bardzo chcieliśmy mieć dzieci, jednak wiedziałam, że będzie ciężko, gdyż lekarze zdiagnozowali u mnie PCOS czyli Zespół Policystycznych Jajników. Leczyłam się u wielu lekarzy, jeden dawał mi już tak silne leki i zastrzyki, że zrobiła mi się duża torbiel, którą trzeba było usunąć. Leczyłam się tak 1,5 roku. Może niektórzy pomyślą, że to krótko, ale dla nas każdy miesiąc był oczekiwaniem, że może teraz, może właśnie teraz się uda. Niestety tak nie było. Któregoś dnia moja teściowa dała mi namiar na innego lekarza, który pomógł komuś w rodzinie. Poszłam na wizytę, ale nie robiłam sobie nadziei. Lekarz załamał się ilością podawanych mi leków. Przepisał jeden lek na unormowanie hormonów. Znów uwierzyłam, że coś dobrego może się wydarzyć. Modliłam się bardzo dużo, szczególnie do Św. Gerarda i Św. Rity, jednak nie modliłam się o jedno dziecko a o bliźnięta. Mówiłam Bogu, że jeśli da nam syna i córkę nazwę je Maksymilian i Maria, aby miały cudownych patronów. Co się okazało? Po 1,5 miesięcznym leczeniu zaszłam w ciążę a kiedy trafiłam do lekarza potwierdził, że pod moim sercem są dwa maleństwa. Płakaliśmy z mężem ze szczęścia. To było cudowne! Oczywiście musiałam bardzo uważać, gdyż była to ciąża z dużym ryzykiem. Bałam się, gdyż bardzo chciałam, aby był ze mną mój lekarz i tu też Bóg mnie nie opuścił. Doktor akurat ten jeden dzień w miesiącu miał dyżur i odebrał poród. Na świecie pojawił się nasz ukochany Maksio i Marysia. Dziś mają 10 lat i są kochane. Bardzo dobrze się uczą, są wrażliwe i dobre a przede wszystkim mają piękne serca. Jednak Bóg miał dla nas więcej niespodzianek. Trzy lata temu bez żadnego leczenia okazało się, że jestem znów w ciąży! Dziś mamy w domku ukochaną 2 – letnią Martusię a kolejny nasz cud – Mikołaj jest pod moim sercem. Urodzi się za około miesiąc, więc czekamy już z wielką radością. Trzeba ufać i wierzyć bo jak pokazuje życie dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

            Takich znaków w moim życiu było tyle, że chyba ich nie zliczę. Kiedyś mama mi opowiadała, że mój tata pracował w górach, a ona musiała sama utrzymać mieszkanie i trójkę dzieci. Nie było łatwo, któregoś miesiąca nie wystarczyło jej, aby zapłacić rachunek. Nie była to duża kwota, ale jednak. Pewnego dnia wychodząc z domu znalazła na wycieraczce wyliczoną kwotę. Przypadek? Nigdy w to nie uwierzę. Kwota była wyliczona co do grosika, to niesamowite!

            Kiedyś wybraliśmy się z dziećmi do rodziców, jednak musieliśmy iść na pieszo bo nie wystarczyło nam na bilety. Było gorąco i dzieci tak bardzo prosiły nas o coś do picia. Ze łzami w oczach powiedziałam, że nie mam za co im kupić i wtedy pod moimi nogami znalazło się 10zł. To niemożliwe, aby nikt wcześniej ich nie znalazł bo przechodziło tam mnóstwo ludzi. Bóg jednak podarował je nam. Może ktoś mówić, że to tylko zbiegi okoliczności, ale ja wiem swoje.

            W ostatnim czasie mieliśmy także problemy finansowe, gdyż mąż stracił pracę. Przez rok nie mógł nic znaleźć. I tu też Bóg nie zawiódł. W zeszłym roku, tuż po wizycie duszpasterskiej, na której zwierzyliśmy się księdzu z problemów i wspólnie się modliliśmy, mąż włączył telefon i zobaczył ofertę pracy. Jeszcze tego samego dnia pojechał do tej firmy i dostał pracę, gdzie pracuje do dzisiejszego dnia. I jak tu nie wierzyć?

            Czasem myślę, że muszę uważać o co proszę, gdyż Bóg daje mi wszystko o czym Mu mówię. Na wszystko jednak muszę poczekać, nie ma nic od razu. Dzięki Bogu zdołaliśmy kupić mieszkanie, o którym marzyliśmy wiele lat, dzięki Niemu mamy cudowną rodzinę i spotykamy na swej drodze cudownych ludzi. Wierzę, że to Anioły, które nas otaczają. Mama mówi, że ja naprawdę jestem naznaczona, że Maryja opiekuje się mną od chwili poczęcia i ja też to czuję. Czuję, że to nie koniec, że Bóg ma wobec mnie plan, który jeszcze muszę wypełnić. Wiele razy myślałam, że powinnam podzielić się swoimi doświadczeniami z innymi i proszę nadarzyła się właśnie taka okazja.

            Marzę jeszcze, aby te wszystkie cudowne maleństwa, których lekarze czy nawet same matki chcą się pozbyć, miały szansę na życie. Czasem te przypuszczenia o chorobach okazują się nieprawdziwe, a jeśli nawet przyjdzie na świat dziecko chore czy niepełnosprawne, to nie oznacza, że nie ma prawa do życia lecz ma prawo do jeszcze większej miłości i opieki. Wiem ktoś powie, że łatwo mówić tak tym osobom, które mają zdrowe dzieci. Oczywiście rozumiem to. Nikt jednak nie dał nam prawa do pozbawiania kogoś życia. Czasem takie dzieci potrafią nauczyć nas więcej niż jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić!

Magdalena Lutkowska

Add Comment Register



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *