Dzieci z Zespołem Downa są jak Anioły – mówi Tata Antosia

Na Antosia czekaliśmy ponad 10 lat, wcześniej przeżywając smutek trzech poronień. Samo narodzenie i pierwsze tygodnie życia były bardzo ciężkie – trudno mówić o niczym niezmąconym szczęściu. Ale potem Antoś zaczął przesłaniać sobą zespół Downa, wypełnił tę przestrzeń sobą i miłością. Strach przed przyszłością ustąpił miejsca jego pierwszym spojrzeniom, uśmiechom, zapachowi kupek, uściśnięciu palca. Przełomem, w każdym razie dla mnie, była Ewangelia o uczniach idących do Emaus – tak samo jak ja załamanych i nie zauważających, że rzeczywistość jest inna, niż myślą.

Dzięki Antosiowi zobaczyliśmy, że ludzie, stworzeni przecież na obraz i podobieństwo Boga, są po prostu dobrzy. Gdyby za tą dobrocią nadążało państwo, łatwiej byłoby przyjąć w swojej rodzinie niepełnosprawnego malucha. Jego wychowanie nie jest cukierkowe, ale nadaje życiu głębszy sens. Towarzyszenie mu w rozwoju, który przychodzi przecież dużo trudniej niż innym dzieciom, to jedna z piękniejszych rzeczy, jakie mogą się zdarzyć ojcu. I mamie. I wszystkim, którzy w nim uczestniczą.

Myślę, że dzieci z zespołem Downa skupiają w sobie dobroć innych ludzi, a potem hojnie ją rozdają. Bez kalkulacji, bez zastanowienia, bez faworyzowania. Jak anioły.

Łukasz Głowacki

Add Comment Register



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *