Czy świat beze mnie naprawdę byłby lepszy? Pyta Małgosia z Zespołem Downa

To dzięki Gosi ciągle gdzieś wychodzę – do opery, do kina, na mecze. Uwielbia podróże, właśnie wyciąga mnie na koncert do Bolonii. Gdyby nie ona, byłabym pewnie teraz zgorzkniałą, zamkniętą w domu sześćdziesięciolatką – śmieje się pani Grażyna Jabłońska, mama dziewiętnastoletniej Małgosi z Zespołem Downa.

Pani Grażyna już będąc w ciąży, ze względu na wiek, liczyła się z możliwością, że jej dziecko będzie miało Zespół Downa. Kiedy po urodzeniu córki jej obawy się potwierdziły, potrzebowała chwili, żeby uporać się z tą wiadomością. Zaczęła szukać informacji na temat tej wady, poprosiła o rozmowę z genetykiem i wskazówki, co do dalszych metod pracy z dzieckiem.

– W życiu Gosi pojawia się wiele trudności, ale to ja chyba mam z nimi większy problem niż ona – mówi pani Grażyna. – Widzę, że czasem ma kłopoty z mówieniem, ale jednocześnie błyskawicznie nawiązuje kontakty. Kiedy jedziemy za granicę, a ja nie znam języka, z reguły Gosia jest tą osobą, która zaczyna rozmowę. Ja jestem introwertyczką, a Gosia wręcz przeciwnie, swoją radością nakręca mnie i wszystkich wokół – dodaje.

Gosia – tak jak inne nastolatki – dzieli się swoim życiem na Facebooku i Instagramie. Nie ma problemu z posługiwaniem się różnymi rodzajami smartfonów czy komputerem. Na swoim profilu umieszcza zdjęcia z podróży, z restauracji, selfie z bliskimi, udostępnia ciekawe artykuły. Dzieli się też zdjęciami z planu serialu „Blondynka” – gra w nim córkę wójta. Ekipa ją chwali, bo bardzo poważnie podchodzi do swojej pracy.

20 marca Gosia pojechała na konferencję ONZ w Genewie dotyczącą Zespołu Downa. Pod zdjęciem z tej okazji pyta: „Czy świat beze mnie naprawdę byłby lepszy?”. A w komentarzu pisze: „Jakoś smutno po poniedziałkowej konferencji. Teraz wiem, jak cenne jest życie, którego mogłabym nie mieć, jak te dzieci, co się nie mogły urodzić. Przecież to smutne, mogły żyć tak jak ja”. W innym komentarzu dodaje: „Niestety, nie wszystko idzie ku dobremu. Genetyka zamiast ratować życie, coraz częściej zabija. We Francji jest zakaz pokazywania uśmiechniętych osób z Zespołem Downa, bo to przygnebiające dla tych kobiet, które nie urodziły”.

Pani Grażyna myśli tak samo jak jej córka. I wspomina sytuację sprzed dziewiętnastu lat, kiedy leżała z maleńką Małgosia w szpitalu. – Była tam też dziewczynka z Zespołem Edwardsa. Dzieci z tą wadą zwykle nie dożywają roku. Pewnego razu salowa przez przypadek, sprzątając, wyłączyła tlen. Malutka zrobiła się szara na twarzy, próbowała się obracać, łapać powietrze. Szybko zawołałam lekarza. Wcześniej sądziłam, że w aborcji chodzi o prawo kobiety do wyboru, ale po tym wydarzeniu zmieniłam zdanie. Widziałam, jak bardzo to maleństwo chciało żyć, tyle, ile było jej dane, jak walczyła o życie. Nie wolno samemu decydować o odebraniu dziecku tego życia – mówi. – W każdej chwili możemy ulec wypadkowi, stać się niepełnosprawni, skazani na opiekę innych. Czy można nam z tego powodu odbierać prawo do życia? – pyta pani Grażyna. I dodaje: – Najważniejsze dla mnie jest, żeby Gosia nie czuła się odrzucona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *