Miałam urodzić się z szeregiem bardzo poważnych wad

Początek ciąży mojej Mamy zbiegł się w czasie z Jej jesienną wirusową infekcją górnych dróg oddechowych i powikłaniami po tej infekcji. Gdy tylko Mama zaczęła podejrzewać, że może być w stanie błogosławionym, udała się do ginekologa. Trafiła akurat do znanego i cenionego w kraju lekarza. Pan doktor potwierdził ten stan. Mama wspomniała mu  wówczas o swej równoległej chorobie i leczeniu. Lekarz, gdy usłyszał jakie medykamenty przyjmuje Mama, zalecił niezwłoczne „usunięcie ciąży”, gdyż leki te są bardzo szkodliwe dla płodu, zatem po tym wszystkim co już zdążyła zażyć, będąc jednocześnie w pierwszych tygodniach ciąży, na pewno urodzi dziecko z szeregiem bardzo poważnych wad i niedorozwojów. Pan doktor zaoferował, że sam dokona „zabiegu”. Wyciągnął kalendarz i zaproponował Mamie najbliższy możliwy wolny termin w swym grafiku. Mama wówczas wstała i wyszła. Natychmiast odstawiła owe leki. Zaczęli się z Tatą bardzo intensywnie modlić i znaleźli innego ginekologa (nie aż tak sławnego, ale też powszechnie cenionego, a do tego głęboko wierzącego), który orzekł, że owszem – to bardzo silne leki i bardzo szkodliwe dla płodu, ale ilość, którą Mama zdążyła zażyć nie jest według niego aż takim zagrożeniem dla dziecka, jakie przedstawił jego poprzednik. Zalecił codzienną modlitwę, wiarę, nadzieję i miłość.

Dostałam 10 na 10 w skali Apgar.

Agnieszka, 43 lata, matka, żona, wolontariusz, działacz pro-life, tłumacz i lektor języków obcych.

Powyższe świadectwo składam jako wyraz mej wdzięczności Panu Bogu, Mamie, Tacie i ś.p. dr Ochalskiemu z Puław.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *